Niebyt rzeczywistości
godz: 0:09 data: 2012.01.23 2012-01-23

Jutro coś się wydarzy.
Mam nadzieję, że to będzie dobry początek czegoś nowego, a nie przykre zakończenie dotychczasowej sytuacji.
Dawno tego nie czułem.
Nie mogę się doczekać, bo mam wielką nadzieję na dobre.
Jeśli nie wypali, będę cholernie zawiedziony.
Tego się boję.
Ale to w tej chwili jest dopiero na drugim planie.
Jeśli się uda, to pewnie będę musiał się nastawić na wiele zmian.
Ale to nie tak szybko.
Jutro dopiero pierwszy krok.

Od tygodnia ciężko skupić mi się na pracy.


godz: 16:41 data: 2012.01.15 2012-01-15

Pracuj.
Nie śpij.
Nie jedz.
Nie żyj.

Łykaj kawę tak często jak ślinę.

Ogarnij.

I uważaj na siebie.
Masz jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.


godz: 1:29 data: 2012.01.15 2012-01-15

Jesteś na mnie zły?
Nie. A dlaczego miałbym być?
Nie wiem. Upewniam się.


godz: 2:59 data: 2012.01.09 2012-01-09

Tak się zastanawiam o co w tym wszystkim chodzi.
Jak to jest, że jednych życie mocno doświadcza, a inni przechodzą przez nie bez zadraśnięcia?
Ile razy ci kopani w dupę przez los zdołają się podnieść?
A może każdy kolejny upadek wzmacnia i dodaje sił, by się podnosić?
Czyli z tego wynikałoby, że im więcej bólu, tym łatwiej się pozbierać.
To trochę jak stopniowe wyzbywanie się uczuć.
Im bardziej się ich człowiek wyzbędzie, tym mniejsze wrażenie będzie na nim robiło życie.
Nie, coś tu nie gra.
Brak czucia nie może równać się takim doświadczeniom, które otwierają oczy na ważne ludzkie sprawy.
Chyba, żeby rozpatrywać to w kontekście, że po każdym takim przykrym incydencie człowiek staje się większym skurwysynem.
Ale to raczej przypadki skrajne.
Bo albo ma się miękkie serce i twardy tyłek, albo twarde serce i...?

Problem do głębszego przemyślenia.
Jedno jest pewne.
Osoba, która przechodzi przez życie bez zmartwień, mając podane wszystko jak na tacy, prędzej czy później stykając się ze złem, zostanie kaleką. Bardziej taką emocjonalną czy życiową. I nie podoła, bo nie będzie wiedziała, jak sobie poradzić z ciężarem.

A może coś mi się popierdoliło?

Człowieku, bierz się w garść i choćby pomału, ale idź dalej. Czekaj na lepsze jutro, jednocześnie pamiętając, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej.


godz: 15:02 data: 2011.12.26 2011-12-26

A wracając do poprzedniej formy...

Zawsze zastanawia mnie, co się z Tobą dzieje w święta.
Znikasz, nie odzwywasz się, nie odpisujesz.
Chciałbym Ci życzyć, żebyś po tych wszystkich przejściach...
O których przecież oficjalnie nadal nic nie wiem,
Była szczęśliwa.
Tak po prostu.
Mięknie mi serce, kiedy piszesz, że czasem myślisz, że chciałabyś, abym to właśnie ja Cię 'stamtąd' zabrał, żebyś mogła odetchnąć.
Jest mi wówczas niezmiernie miło i jednocześnie przykro, że nie widzisz innej, realnej alternatywy.
Uwielbiam gadać z Tobą o wszystkim i o niczym.
Mogę nawet oderwać się od pilnej roboty i przeglądać przepisy na ciastka, jarać się nutellą w lodach i cieszyć jak dziecko na widok czekoladowych lizaków w kształcie głów reniferów.
Po to, żebyś Ty oderwała się od swojego życia.
Uwielbiam grać z Tobą w kalambury.
Mogę rysować Ci kotki na płotkach, słoneczka, kwiatki.
Mogę wkurwiać innych graczy, rysując zamiast zadanego reaktora jądrowego czy innego szitu, dwoje ludzi, trzymających się za rączki, z serduszkami dookoła, a na koniec podpisać ich Twoim i moim imieniem.
Ja, facet z dwudziestoma siedmioma latami w dupie.
Mam wrażenie, że bawiąc się w takie pierdółki, zapominasz o swoich problemach.
Jesteś dowcipna, czasem sarkastyczna, rzucasz ripostami, przed którymi lubię się bronić albo Ci w nich wtórować.
Piszesz, że płaczesz ze śmiechu.
I dla mnie to już jest największa uciecha.
Tyle mi wystarczy.
Potem uśmiechnięta kładziesz się spać albo odsyłasz mnie zmęczonego do łóżka, a ja wracam do pracy, zarywając kolejne pół nocy.
Ale zadowolony, że być może faktycznie udało mi się choć trochę poprawić Ci humor.

Minęło ponad siedem lat, od kiedy na siebie trafiliśmy.
Ostatnio zdaliśmy sobie z tego sprawę.
Już chyba na zawsze zostaniesz moim Kochaniem.
I wiem, że o tym o wiesz.
Tylko czasem nie chcesz tego przyznać.


godz: 14:19 data: 2011.12.25 2011-12-25

Czas ucieka, życie jakoś się toczy.
Kolejne pół roku.
Dziewięćdziesiąt siedem notek, dwanaście i pół tysiąca odwiedzin.
Wow, skąd to się wzięło?

Sam nie wiem, co powiedzieć o tym minionym czasie.
Mam wrażenie, że tkwię w zawieszeniu.
Może nawet w czarnej dupie.
M. ponad dwa miesiące temu musiała wyjechać z Małym na drugi koniec kraju do rodzinnego domu.
Ja cztery miesiące temu zrobiłem coś tak głupiego, że wstyd mi przed samym sobą.
Kij z tym. Mój błąd, zachowałem go dla siebie.
Uznałem, że tak będzie najlepiej.
Przebolałem.
Nieważne.
Ale przez to niewiele ruszyłem.
Kurwa.
Było coraz lepiej, potem stwierdziłem, że nie jestem Ich wart.
Teraz zajebiście za Nimi tęsknię.
Dzwonię do M.
M. dzwoni do mnie.
Słyszę w Jej głosie coś, co mnie boli.
Słyszę Młodego, widzę go na zdjęciach.
Tak cholernie chcę przy Nich być, chcę, żeby już wrócili.
Umykają mi te radosne chwile, którymi przecież nie dało się nacieszyć na zapas.

Mimo tego codziennego pędu, zapracowania, którym wypełniam sobie czas, często myślę jakby to było.
I wiem, że to jest do zrobienia.
Tylko że pewne sprawy wymagają większej cierpliwości i wysiłku.

Jutro jeszcze poleżę, wpadnę do rodzinki.
Pojutrze do pracy.
A potem się zobaczy.


godz: 20:14 data: 2011.06.20 2011-06-20

Już nie potrafię pisać.

Czasami zdarzają się takie momenty, w których cały świat schodzi na dalszy plan.
Nic nie jest ważne.
I chce się to przeżywać. I jeszcze, i jeszcze, i tak jak za pierwszym razem. I wciąż.
I choć chciałoby się czerpać tego szczęścia w pełni, spokojnie i świadomie, to trzeba się spieszyć, bo czas ucieka.
I mimo radości z każdej kolejnej mijającej godziny, pojawia się ta okropna myśl, że przecież każde kolejne minuty coraz bardziej przybliżają do końca.
A świat się nie zatrzyma, nie poczeka.
A życie bezczelnie sprowadza nas na ziemię.


Wiesz co?
Do tej pory pisałem to wszystko do Ciebie.
Nadal się cieszę, że jesteś, choć coraz bardziej się mijamy.
Ostatnio znowu pojawiłaś się u mnie w nocy.
Ale przecież już o tym rozmawialiśmy.
Szkoda tylko, że nie powiedziałaś mi, co naprawdę było w tym liście, który dałaś mi we śnie.
Ale ja wiem. Myślałem, że może w końcu sama mi to powiesz.



Zmienia się.

Mały skończył 20 miesięcy.
Z każdym dniem czuję coraz większą radość patrząc jak rośnie.
I widząc to samo uczucie w oczach jego Mamy.
Stary, tego cholernego dnia prosiłeś mnie, żebym im pomógł.
Dociera do mnie, że stało się to dla mnie priorytetem.
Choć nie potrafię się jeszcze do tego głośno przyznać.
Chcę, żeby byli szczęśliwi.
Ja chcę dać im to szczęście.


godz: 21:44 data: 2011.01.22 2011-01-22

Zajrzałem, bo sobie przypomniałem.
Nie chciałbym się nieodpowiednio wyrażać, ale...

Ja pierdolę.
Co tu się porobiło?


godz: 0:07 data: 2010.10.31 2010-10-31

I przychodzi taki moment, kiedy cokolwiek by się nie powiedziało, nie zabrzmi to tak, jakbyśmy tego chcieli.
W takim razie lepiej jest nie mówić nic?
Przecież to też może być źle odebrane.

Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem.
Słowo „dziękuję” mnie nie zaspokoiło.
Nie wiem jak podejść.
Jestem zły na siebie, bo znowu nie potrafię wyrazić tego, co chciałbym Ci przekazać.
Dlaczego Ty mi w tym nie pomożesz?
Pamiętam, co pisałaś mi o mnie.
Jeśli naprawdę tak myślisz, to dlaczego milczysz?
Skoro jestem „taki ważny”, to dlaczego mi nie powiesz?
Dlaczego ukrywasz przede mną najważniejszy element swojego życia?
Dlaczego nie pozwoliłaś mi cieszyć się razem z Tobą tym szczęściem?
Dlaczego nie dzieliłaś się ze mną swoim bólem, troskami?
Dlaczego tak starannie oddzieliłaś mnie od swojego życia?
Bałaś się czegoś?
Dałem Ci ku temu jakiś powód?

Pisałaś, że znam Cię lepiej, niż Ty mnie.
Poznawałem Twoją duszę, nie ciało, otoczenie.
Spędzaliśmy ze sobą całe wieczory „w łóżku”, byliśmy dość blisko, a nie wiedziałem nawet gdzie pracujesz.
Co za absurd.

Wiesz, czasem wracam do tamtego Twojego monologu.
Nie, żeby podbudować swojego ego.
Tyle mi nim o sobie powiedziałaś.
Za każdym razem staram się wydobyć coś nowego.
„I tu urwę...”


godz: 17:56 data: 2010.10.24 2010-10-24

Kolejny zbieg okoliczności.
Wszystko jakby kierowane przypadkiem.

W końcu miałem dla Ciebie to, co Ci obiecałem.
Minęło tak dużo czasu.
Szukałem Twojego maila.
Zajrzałem na blog, o którym oficjalnie nie mam pojęcia.

I jest mi tak cholernie przykro z powodu Twojego Synka.
To nie tak miało być.
I tylko mogę się domyślać, jak teraz się czujesz.
Ze wszystkich sił chciałbym Ci pomóc.
Żebyś wiedziała, że jest jeszcze mnóstwo powodów.
Żebyś nie czuła się samotna.

Ale...
Kim ja jestem żeby być przy Tobie w takiej chwili?
Jakaś część mnie mówi mi, że teraz nie ma dla mnie miejsca.
Będę tylko czekać.
Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie odpowiesz.


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]